Archive for the ‘Uncategorized’ Category

?Szczęściarz Lindy”

Monday, November 17th, 2008

W 1922 r. 20-letni Charles A. Lindbergh porzu­cił studia i zajął się lataniem. Niebawem objeż­dżał Środkowy Zachód i Południe spacerując po skrzydłach, skacząc ze spadochronem i zabiera­jąc poszukiwaczy przygód na przejażdżki po 5 dolarów za lot. W kwietniu 1923 r. za 500 do­larów kupił swój pierwszy samolot, maszynę treningową z I wojny światowej. Rok później wstąpił do wojskowej szkoły lotniczej w San An­tonio, którą ukończył z wyróżnieniem. W 1925 r. został dyplomowanym podporucznikiem rezer­wy. Latanie z pocztą między Chicago i St. Louis nie było jednak dla niego wystarczająco ciekawe. W 1927 r. postanowił zdobyć wynoszącą 25 tys. dolarów nagrodę za przelot z Nowego Jorku do Paryża bez lądowania.
Dzięki pomocy finansowej przyjaciół Lind­bergh kupił jednosilnikowy jednopłat, który na­zwał Spirit of St. Louis (powyżej) i 20 maja 1927 r. wystartował z lotniska Roosevelta na Long Island. Zabrał ze sobą dodatkowe kanistry paliwa, kanapki i wodę do picia, ale żeby zredu­kować obciążenie, zostawił radio i spadochron. Jego trwający 33,5 godz. lot na dystansie 5800 km był wyczerpującą walką ze zmęczeniem i niepewnością wywołaną samotnym przedzie­raniem się przez gęstą mgłę i lodowate chmury.
Następnego wieczoru na paryskim lotnisku Le Bourget, witały go rozentuzjazmowane tłu­my. ?Szczęściarzowi Lindy’emu” oraz Anne Morrow, którą poślubił dwa lata później, sława przysporzyła jednak także niepożądanej uwagi reporterów, hałaśliwych wielbicieli, a być może i człowieka, który w 1932 r. porwał i zamordo­wał ich pierworodnego syna.

Niepewność do końca

Monday, November 17th, 2008

Lindberghowie, choć początkowo sceptyczni, uznali w końcu, że wina Hauptmanna została udowodniona w sposób nie budzący wątpliwości. ?Wszystko polega na przypadku” - powiedziała zrozpaczona Anne Lindbergh wierząc, że nie­prawdopodobne wypadki z 1 marca można wyja­śnić jedynie okrutnym zbiegiem okoliczności. Ostatnie lata były dla niej fatalne. W 1931 r. zmarł jej ojciec Dwight Morrow, który miał szan­sę zostać republikańskim kandydatem na prezy­denta w 1932 r. Jej siostra Elizabeth zmarła w 1934 r. po operacji ślepej kiszki. Reporterzy ustawicznie niepokoili drugie dziecko Lindber-ghów, syna Jona. Zmęczone tym wszystkim mał­żeństwo w grudniu 1935 r. wyjechało do Europy.
Tymczasem w sprawie Hauptmanna wnoszo­ne były apelacje, w które zaangażował się nawet gubernator stanu New Jersey, uważając, że czło­wiek ten został potraktowany niesprawiedliwie. Skazany porywacz, który nigdy tak naprawdę nie wierzył, że trafi na krzesło elektryczne, stra­cił w końcu nadzieję. Według strażników stano­wego więzienia New Jersey trzy dni przed wyko­naniem wyroku był ?już martwy”. Pierwszy ła­dunek prądu elektrycznego przeszył jego ciało 3 kwietnia 1936 r. o godz. 8.44 wieczorem. Trzy i pół minuty później stwierdzono jego zgon.

Ohydny cyrk

Monday, November 17th, 2008

Proces, który rozpoczął się 2 stycznia 1935 r. w małym, cichym miasteczku Flemington w sta­nie New Jersey, wywołał wielomilowe korki na okolicznych drogach. Wokół sali sądowej kłębiło się ze trzy setki reporterów. Kramarze sprzeda­wali ?poświadczone kosmyki włosów niemowlę­cia Lindbergh” oraz fałszywe autografy samego Lindbergha.

Anne Lindbergh pojawiła się w sądzie dwu­krotnie. Zeznawała ze spokojną godnością. Jej mąż przychodził każdego dnia i obserwował wszystko uważnie, nie okazując żadnych emocji. Później stwierdził, że oczy oskarżonego były ?podłe, chytre, małe i okrutne”. Adwokat Hauptmanna Edward J. Reilly, znany ze swego szorstkiego, pełnego pogardy zachowania, nie zaprezentował natchnionej obrony.

Wśród okrzyków ?zabić Hauptmanna”, wzno­szonych przez zgromadzony przed salą sądową tłum, sędzia przyjął jednomyślny wyrok ławy przysięgłych: winny morderstwa pierwszego stopnia. Wyrok śmierci wydał natychmiast.

Wypełniając białe plamy

Monday, November 17th, 2008

Mimo iż Hauptmann nie przyznawał się do udziału w sprawie Lindbergha, policja uważała, że zacisnęła sieć. Gdy Lindbergh usłyszał, jak podejrzany woła: ?Hej, doktorze! Tutaj, dokto­rze!”, stwierdził, że poznaje jego głos. Doktor Condon zgodził się z nim, podobnie jak taksów­karz, który także dostarczył jeden z banknotów wypłaconych przez Lindbergha. Kolejne 14 590 dolarów z okupu odnaleziono w różnych skryt­kach w garażu Hauptmanna. Według policyj-

nych ekspertów jego charakter pisma oraz błędy w angielskim w wielu szczegółach odpowiadały listom z ?popdpisami”, w przeciwieństwie do in­nych badanych próbek pisma. Na ścianie szafy w jego sypialni znaleziono adres oraz numer te­lefonu doktora Condona. Na strychu śledczy znaleźli kawałek drewna, które pod mikrosko­pem okazało się identyczne z tym, z którego wy­konano złamany szczebel. Odkryto także rachu­nek za drewno kupione we wspomnianym skła­dzie na Bronxie. W zestawie narzędzi Haupt­manna brakowało tylko dłuta.

Wiele z tych dowodów, jak również obciążają­cych faktów i zeznań, które pojawiły się w trak­cie procesu, było kwestionowanych przez docie­kliwych reporterów. Padały oskarżenia, że część z nich została sfabrykowana przez dziennikarzy bądź policję.

W jaki sposób ten imigrant z Bronxu, działając samotnie, mógłby się dowiedzieć, że Lindbergho-wie zmienią swój tygodniowy rozkład zajęć i że 1 marca nie będą w rezydencji? Skąd wiedziałby o nie domykającym się oknie w pokoju dziecin­nym? Mimo iż ze swych rodzinnych Niemiec uciekł po serii włamań, a do Stanów Zjednoczo­nych przybył jako pasażer na gapę, żadne z jego dotychczasowych przestępstw nie dało się nawet porównać z okropnością porwania małego Lind­bergha. W czasie śledztwa, Hauptmann oparł się wszelkim naciskom prawdopodobnie włącznie z ciężkim biciem, które mogło doprowadzić go do próby samobójstwa.

Trop wiodący w stronę Bronxu

Monday, November 17th, 2008

Przez kilka miesięcy numery seryjne pieniędzy z okupu pojawiały się na banknotach krążących po północnym Manhattanie i sąsiednim Bronxie. FBI szybko wysłało w rejon Nowego Jorku od­dział 15 ludzi.

Kilku świadków widziało mężczyznę, którego opis zgodny był z tym, co dr Condon mówił na te­mat spotykanej przez siebie nocą osoby: ?spicza­sty podbródek”, ?chytre niebieskie oczy”, ?nie­miecki akcent”. Pewien technolog drewna stwierdził, że materiał, z którego zrobiona była złamana drabina, pochodził ze składu drewna w Bronxie, ale firma ta nie przechowywała doku­mentów sprzedaży.

Podejrzliwy pracownik stacji benzynowej 15 września 1934 r. zapisał numery rejestracyjne samochodu człowieka, który zapłacił mu złotym certyfikatem o wartości 10 dolarów - środkiem płatniczym, który już od roku był nielegalny. Banknot ten wchodził w skład okupu. Podążając tym tropem, policja zaczęła śledzić położony na Bronxie dom Bruno Richarda Hauptmanna, mieszkającego wraz z żoną Anną i maleńkim sy­nem Manfredem niemieckiego cieśli. Wreszcie przedstawiciele prawa z New Jersey, Nowego Jorku oraz policji federalnej zatrzymali go pod­czas jazdy samochodem. Miał przy sobie złoty certyfikat o wartości 20 dolarów, który także po­chodził z pieniędzy z okupu.

Nieoczekiwany pośrednik

Monday, November 17th, 2008

Wysoki, surowy, a mimo to charyzmatyczny Lindbergh zignorował rady profesjonalistów i zaczął działać na własną rękę. Oświadczył pu­blicznie, że chciałby ?nawiązać osobisty kon­takt” z porywaczami i obiecał spełnić wszystkie ich żądania. Podawana w listach wysokość oku­pu zwiększyła się do 70 tys. dolarów.

Niejaki dr John Condon, emerytowany na­uczyciel, ogłosił w Home News - lokalnej gazecie ukazującej się w dzielnicy Nowego Jorku Bronxie - że chciałby służyć za pośrednika. Wkrótce otrzymał list z ?popdpisem”, a następnie odbie­rał telefony od kogoś mówiącego z charaktery­stycznym akcentem. Później nastąpiły nocne spotkania na cmentarzu.

Ukryty w cieniu mężczyzna twierdził, że sam także jest ?tylko pośrednikiem” i przekazał śpioszki dziecka. Zrozpaczony ojciec zgodził się wypłacić pierwotnie żądaną kwotę 50 tys. dola­rów. Pewnej nocy, na oczach obserwującego

Po porwaniu Charlesa A. Lindbergha Juniora rozpo­częły się gorączkowe poszukiwania zaginionego dziec­ka. Rozlepiono mnóstwo plakatów z prośbą o informa­cję (z prawej). Poniżej - skauci przeczesują teren wo­kół domu Lindberghów.

wszystko z samochodu Lindbergha, dr Condon przekazał pieniądze swemu łącznikowi i otrzy­mał zalakowaną kopertę zawierającą rzekomo informację o miejscu pobytu dziecka. ?Chopiec jes na odzi Nelly. To mała ódź 8,5 metry długa. Dwie osoby na odzi. One niewinne. Znajdziesz ódź miendzy plażom Horseneck a Gay Head, obok Elisabeth Island.” Uradowany Lindbergh opłynął wybrzeża Connecticut i Rhode Island, zawzięcie szukając opisanej łodzi. Po dwóch peł­nych udręki dniach spędzonych na morzu zdał sobie sprawę, że został oszukany. Doktor Con­don zamieścił w prasie kolejne ogłoszenia, pyta­jąc: ?Czy mnie okpiłeś?”, ale nie odebrał już żad­nego telefonu ani listów z ?popdpisem”.

W miejscu, z którego widać było rezydencję na Sourland Mountain, 12 maja zatrzymał się pe­wien kierowca ciężarówki. Zwrócił uwagę na płytki, wypełniony liśćmi rów i odrzucił ziemię czubkiem buta, a wtedy ukazała się rączka dziecka. Kiedy pobladły, wymizerowany Lind­bergh zobaczył przykryte prześcieradłem ciało w kostnicy w Trenton, poprosił, aby je odsłonię­to, po czym patrzył w milczeniu na zwłoki. ?Tak - powiedział wreszcie. - Jestem zupełnie pewien, że to moje dziecko.”

Dziecko Lindbergha zostało zabite ciosem w czaszkę i pogrzebane prawdopodobnie tej sa­mej nocy, gdy je porwano. Czy celowo zabito je dłutem? Czy może przypadkowo uderzyło głową w okiennicę, kiedy złamał się szczebel drabiny?

Zaskakujące ślady

Monday, November 17th, 2008

Około 67 km od domu policja znalazła domowej roboty z wyłamanym szczeblem, ła tak zaprojektowana, aby dało się ją łatwo montować na trzy części. Na wprost okna od koju dziecka odciśnięte były w ziemi ślady oraz nóg drabiny. Ktoś upuścił tam również sielskie dłuto.

Na drabinie, dłucie i kopercie nie znale żadnych odcisków palców. List z żądaniem oki pu w wysokości 50 tys. dolarów w nie posortowc-nych banknotach o niewielkich nominałach u pisany był łamaną, pełną błędów angielszczyzn i opatrzony dziwnym znakiem: dwa niebii kółka zachodziły na siebie, a owalna przestm między nimi pomalowana była na czerwono. *fi ?popdpis”, jak go określano w liście, miał się p jawiać na dalszej korespondencji. Ponad! ostrzegano Lindbergha, aby nie informował pd cji, tylko czekał na dalsze instrukcje.

Lindbergh doniósł jednak o zbrodni, stanu New Jersey zainstalowała w garażu 20 nii telefonicznych, po czym dniem i nocą s! domu. Mimo to pewnych śladów nie zauw a inne zostały zatarte, gdy na miejsce prz stwa nadciągnęły liczne zastępy żądnych cji dziennikarzy. Od 1927 r, kiedy to przeleci z Nowego Jorku do Paryża swoim samo Spirit ofSt. Louis, Lindbergh cieszył się wą sławą.

Mając na względzie przede wszystkim syna, Lindbergh starł się z funkcjonari prawa, którzy domagali się od niego współpracy w ujęciu porywacza. Prasa, którą nik lekceważył od czasu, gdy stał się sławny, dziła się ?wycofać”, aby mogły być doręczone lejne listy w sprawie okupu. Do 5 marca szły jeszcze dwa, każdy opatrzony kontrolnym ?popdpisem”, ale nie było w nich ani słowa na te­mat losu dziecka i miejsca jego pobytu.

Bolesne doświadczenie bohatera

Monday, November 17th, 2008

Kiedy porwano synka sławnego Charlesa Lindbergha, na poszukiwanie śladów ruszyły całe armie reporterów oraz trzy specjalne oddziały policji. Czy stracony za ten czyn człowiek był niewinną ofiarą histerii i zmowy?

Ten spokojny wtorkowy wieczór młode, ro­mantyczne i żądne przygód małżeństwo, Anne i Charles Lindberghowie, spędzali w domu. Zimny wiatr smagał ściany stojącej po­śród lesistego pustkowia na szczycie Sourland Mountain dziesięciopokojowej rezydencji, ich weekendowego zacisza w stanie New Jersey. W normalnych warunkach wyjechaliby już do Engelwood, gdzie wraz z synem mieszkali w li­czącej 20 hektarów posiadłości w Next Day Hill, która należała do matki Anne. Pani Lindbergh, młoda, wrażliwa kobieta o krok od błyskotliwej kariery pisarskiej, znowu była w ciąży. Mimo że bardzo kochała męża i zdawała sobie sprawę, że pragnie on uciec przed hordami wielbicieli i foto­grafów, wcale nie przepadała za ich nowym do­mem, stojącym 145 kilometrów od Nowego Jor­ku, otoczonym bagnami oraz gęsto zalesionymi wzgórzami. Można tam było dotrzeć tylko jedną krętą i błotnistą drogą. Wiedziała jednak, że jej mąż znajduje tam spokój.

Zgodnie z jego propozycją zostali jeszcze dwa dni, weekend był bowiem chłodny i deszczowy, a ich niespełna dwuletni pierworodny syn Char­les Jr. był lekko przeziębiony. Normalnie Anne sama zajmowałaby się dzieckiem, tym razem jednak poprosiła opiekunkę, która robiła to w dni powszednie, aby przyjechała z Next Day Hill. Gdy małżonkowie zajęci byli lekturą w osobnych pokojach, syn spał na pierwszym piętrze w swoim pokoju z nie dającą się zamknąć okiennicą.

Był 1 marzec 1932 r. i zbrodnia, która później zaszokowała świat, miała wkrótce wyjść na jaw. Około dziesiątej opiekunka odszukała panią Lindbergh. Niemowlęcia nie było w kołysce, uznała więc, że matka wzięła je do siebie. Obie kobiety, nieco zaniepokojone, poszły do Charle­sa, który zawsze lubił baraszkować z małym. Ku ich coraz większemu przerażeniu on także był sam. Gdy wszyscy troje pobiegli do pokoju dziec-

ka, zobaczyli obok pustej kołyski ślady stóp, a parapecie kopertę. ?Anne - zawołał Lindber ukradziono nam dziecko!”


stroje kąpielowe - Bielizna erotyczna - przeprowadzki warszawa - Menopauza - Łomnica Zdrój - stomatolog - zdrowe odżywianie - tanie latanie - Typy - Kwiaty przez Internet - kostka granitowa, krawężniki - głód nikotynowy - inne zakłady sportowe